sobota, 11 czerwca 2016

Zakładnicy

 Ludzie krzyczeli coś do siebie i chwytali się jakiejkolwiek broni jaką mogli mieć. Ian próbował zwrócić ich uwagę i poprowadzić skoordynowaną obronę, ale jego głos nikł wśród wojennego zgiełku. Strzały wypuszczane z łuków Łupieżców trafiały w wieka od beczek lub inne prowizoryczne tarcze ludu Berk. Kora chwile po zobaczeniu wroga na ich terytorium pobiegła po broń. Ciemnowłosy doskonale wiedział, że jeżeli przegrają to starcie zarówno on jak i dziewczyna nie będą potraktowani ulgowo. W końcu jakby nie było zdradzili wyspę z której pochodzili. Nie żeby tego żałowali. Chłopak biegł wśród wikingów odpierających ataki Łupieżców i uchylającymi się przed strzałami. Po drodze zauważył jak w rękę Chochelki, żony Frona wbija się czarna strzała. Kobieta padła na ziemię, ale już po chwili odczołgała się w bezpieczne miejsce. Jej mąż stał przed nią i ubezpieczał jej odwrót broniąc ją własnym ciałem przed atakami wroga. Ian wydał z siebie przeciągły gwizd i już po chwili na niebie pojawił się Ogniomiot. Smok zgrabnie uchylił się przed strzałami, a nawet przed włócznią mknącą w jego kierunku, po czym złapał chłopaka w locie. Zastępca wodza wdrapał się na siodło i wzniósł się wysoko. W tłumie zmieszanych ze sobą wrogów i sprzymierzeńców wypatrywał jednej jedynej gęstej czupryny ciemnych włosów. Chase'a. Zleciał nisko nad ziemię i nakazał smokowi posłać rząd kolców w kierunku Łupieżców. Rozglądał się dookoła i jednocześnie odczepiał od siodła swój topór. Miał właśnie zaatakować przy jego pomocy jednego z wrogów, ale zobaczył Pyskacza, całkowicie pozbawionego broni i mocującego się z młodszym i silniejszym wikingiem z łukiem. Rzucił przyjacielowi topór, który ten złapał jednym sprawnym ruchem, po czym zakończył żywot swojego wroga. Ciemnowłosy leciał na Ogniomiocie który co jakiś czas wydmuchiwał istne fontanny ognia w kierunku Łupieżców, lub po prostu raził ich kolcami. Po chwili na niebie nad Berk wzniosły się kolejne smoki. Ian ku swojej radości zobaczył Korę na Chmurze, która z burzą rudych włosów i zabójczym spojrzeniem szybowała ku wrogowi. Wym i Jot podpalali statki Łupieżców, a Sztukamięs z Hakokłem zajmowali się tylną strażą wroga. Oczywiście ich jeźdźcy też robili swoje. Szpadka i Mieczyk oprócz kierowania swoimi głowami smoka, trzymali topór i maczugę których używali do zafundowania będącym na pokładzie łupieżcom nadprogramowej drzemki. Natomiast Śledzik z grzbietu Gronkla szył z łuku w kolejnych wrogów. Smark wykrzykiwał coś o swojej wspaniałości i postrachu jaki sieje, a poza tym raz czy dwa udawało mu się trafić jakiegoś łupieżcę toporem.  Ian dołączył do jeźdźców i wraz z Korą zajmował się przednimi strażnikami. Lud Berk zdobywszy broń zaczął zyskiwać przewagę nad przeciwnikiem. Pomiędzy jednym uderzeniem topora a drugim wiking zawołał do rudowłosej.
-Widziałaś Chase'a?!
Dziewczyna spojrzała na niego ze zmarszczonym czołem i pokręciła przecząco głową, zmartwiona, że nie może udzielić innej odpowiedzi. Ian poczuł jak wielka gula strachu o młodszego brata rośnie w jego sercu. Kora krzyknęła do niego.
-Leć i go znajdź!
-Ale...
-Dam sobie radę-warknęła rzucając toporem w łupieżcę przed sobą.
Gdyby był na to czas ciemnowłosy chyba ucałowałby ją z wdzięczności. Zawrócił Ogniomiota i wzniósł się wyżej szukając wzrokiem znajomej sylwetki. Bitwa rozciągała się na prawie całej wiosce więc musiał przelecieć kawałek by objąć to wszystko wzrokiem. Nagle dojrzał skuloną na ziemi dziecięcą postać. Rozpoznał czarne jak skrzydła kruka włosy i z nowym strachem zeskoczył z lecącego nisko nad ziemią smoka, który wylądował kawałek dalej. Podbiegł do leżącego dziecka i odwrócił je na plecy. Aż się skrzywił na widok który napotkał. Na małej twarzyczce Hazel, przyjaciółki jego brata malował się nieopisany ból, który z pewnością nie powinien gościć na twarzy dziecka. Na wysokości oczu miała dwie podłużne rany, przecinające ukośnie łuk brwiowy i sięgające poniżej policzków. Rany były niewątpliwie zadane nożem Z brzucha dziewczynki sterczała opierzona ciemna strzała. W Ianie aż zagotowała się bezsilne złość. Jakim człowiekiem trzeba być żeby postrzelić dziecko?! Ciemnowłosy wziął dziewczynkę na ręce uważając na jej ranę i zapytał.
-Hazel słyszysz mnie?
Czarnowłosa pokiwała głową, ale nie otworzyła zakrwawionych oczu.
-Otwórz oczy. Dasz radę?
Tym razem Hazel pokiwała przecząco głową.
-Powiesz coś?
-Chcę spać-wyszeptała.
Ian zamarł. Podbiegł do smoka i wsiadł z dziewczynką na rękach. Popędził przyjaciela do szybkiego lotu i skierował go do chatki Gothi.
-Nie. Jeszcze nie. Potem się wyśpisz-oznajmił pełnym napięcia głosem. Wiedział, że jeśli ciemnowłosa zaśnie, może już się nie obudzić, a tego by sobie nie darował.-Mów coś.
-Ale, to boli. Chcę spać.
-Jeszcze nie, Hazel, jeszcze nie.
-Ian?
-Co tam?
-Pozdrów Chase'a.
Wikingowi zmroziło krew w żyłach. Delikatnie poklepał dziewczynkę po policzku.
-Sama to zrobisz.- dziecko nie odpowiedziało-Hazel? Hazel!
Ciemnowłosa leżała bezwładnie w jego ramionach.
-Nie! Nie, nie, nie! Hazel słyszysz mnie? Obudź się!
Dziewczynka wciąż nie odpowiadała. Wiking nachylił się nad nią i sprawdził jej oddech. Na szczęście usłyszał cichutkie wdechy i wydechy, ale słychać było, że oddech dziecka słabł. Ogniomiot pędził jak szalony i w końcu udało mu się dotrzeć do chatki starej znachorki. Ian zsiadł ze smoka i w imponującym tempie, zważywszy na dodatkowe obciążenie w postaci dziewczynki wparował do chatki. Gothi stała przy kuchni i mieszała jakieś zioła. Gdy zobaczyła przerażoną minę wikinga i bladą jak trup dziewczynkę na jego rękach w lot pojęła o co chodzi. Szybkim gestem nakazała położyć dziecko na łóżku i szybko jak na tak starą osobę podjęła się prób uratowania życia małej. Ian głaskał przyjaciółkę swojego brata po włosach z przejęciem nasłuchując, czy aby jej oddech się nie zmienia. Nagle przypomniał sobie o innym przerażającym fakcie. Skoro Hazel została postrzelona, to co z Chase'm?!. Dosłownie katapultował z krzesła i z przejęciem popatrzył na lekarkę.
-Zajmie się nią pani? Muszę odszukać brata.
Znachorka kiwnęła szybko głową i wskazała na drzwi. Ian z mocno bijącym sercem wybiegł z chatki i wskoczył na Ogniomiota. Wystartowali i szybko wrócili do przeczesywania wioski. Nagle ciemnowłosemu wpadł do głowy najbardziej oczywiste co jego brat mógłby zrobić. Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślał?! Skierował Śmiertnika Zębacza do swojego domu i wpadł przez okno do pokoju brata. Ku jego wielkiej uldze chłopak siedział skulony na łóżku i z przestrachem wpatrywał się w brata. Ian podbiegł do łóżka chłopca i sprawdził czy nic mu nie jest. Po tych oględzinach zamknął młodego w niedźwiedzim uścisku i warknął.
-Jeszcze raz mnie tak wystraszysz, to przysięgam ci, że rzucę w ciebie krzesłem.
Chłopczyk przewrócił oczami nie za bardzo rozumiejąc troskę brata.
-To co miałem zrobić. Napisać na każdym domu "Hej Ian, jestem u nas w domu"?
-Och zamknij się.
Starszy chłopak oderwał się od brata i wstał.
-Masz tu siedzieć i nie wyściubiać nosa za drzwi dopóki po ciebie nie przyjdę. Będę wołał. Jakby wszedł ktoś inny schowaj się.
Mały kiwnął głową na znak, że rozumie i zmarszczył brwi.
-Widziałeś Hazel? Miała tu przyjść.
Ian wstrzymał oddech. Nie wiedział jak powiedzieć to młodszemu bratu.
-Jest u Gothi. Wszystko będzie dobrze.
-Ian, ale jak to u Gothi?!-krzyknął Chase-Co się stało?!
Nie uzyskał odpowiedzi na te pytania, bo jego starszy brat już wyskoczył przez okno, by wylądować na grzbiecie swojego smoka. Wzlatując w powietrze, by wrócić do walki, krzyknął jeszcze.
-Zostań tu!
Ciemnowłosy w mgnieniu oka dotarł na główny plac gdzie dalej siły jego dawnego klanu mierzyły się z siłami nowego. Nagle zobaczył dwie ciemne plamy lecące na wyspę w szybkim tempie. Nie zastanawiał się długo i pomyślał, że to pewnie na reszcie wraca wódz i jego ukochana. Ian doleciał do środka walki. Chłopak dołączył w walce z ziemi u boku swojej dziewczyny, gdy nagle ktoś zawołał.
-Patrzcie!
 Szczerbatek i nieznany Ianowi smok osiedli na polu bitwy. Nie mieli jeźdźców. Ku przerażeniu wszystkich mieszkańców wioski, do brzegu wyspy przybijały cztery kolejne statki z uzbrojonymi w pełni i wyposażonymi oddziałami wojowników. Na tym największym dumnie stał Albrecht Perfidny z krzywym i dumnym uśmiechem wpatrując się dokładnie w Iana i Korę. Za nim stała jego w pełni uzbrojona żona, a po jego obu stronach skuci i ze śladami pobicia stali Astrid i Czkawka. Oboje byli skuci, oboje byli źli i oboje znajdowali się teraz na celowniku wszystkich łuczników ze statku.



Astrid siedziała wtulona w Czkawkę i próbowała wymyślić jakiś plan ucieczki. W końcu usłyszała jak ktoś schodzi po schodach. Ku jej złości okazali się nimi jej wyrodni rodzice. Albrecht był wyraźnie z siebie zadowolony, a Marion wpatrywała się w córkę z tą samą  nienawiścią wypisaną na twarzy.
-No, no, no kogo moje piękne oczy widzą? Córcia!-wykrzyknął nie kryjąc ironii w głosie. blondynka podniosła się z podłogi i spojrzała na niego ze złością. Nic sobie z tego nie zrobił.-O  i kogo w moje skromne progi przywiało po raz kolejny? Czyżby to był wspaniały wódz Berk?
 Astrid, pomimo, że była na przegranej pozycji i do tego za kratami podeszła do nich na tyle blisko na ile mogła i wbiła lodowato zimne niebieskookie spojrzenie w kobietę stojącą na przeciwko. Tamta spojrzała na nią z pogardą i warknęła, głosem który przyprawił dziewczynę o dreszcze.
-Jednak zostawiłam po sobie ślad w twoim życiu- z kpiną wskazała na blizny na twarzy blondynki.
Wojowniczka splunęła pod nogi kobiety i parsknęła.
-Nie będą mi przypominać o tobie. Tylko o tym, że nie dałam się złamać.
-Ale twoje kości dały.
-Dobrze wiesz, że ty byś nie wytrzymała- mimo wszystko Astrid jeszcze bardziej podburzała matkę.
Czkawka musiał przyznać jedno. Ta dziewczyna nie wie kiedy się poddać.
-Ale dałabym radę z łatwością urządzić ci małą powtórkę zanim dojedziemy.
-Nie spróbujesz.-dalej podpuszczała kobietę.
Tamta rzuciła się w kierunku krat, ale blondynka uskoczyła w tył przed jej wyciągniętymi ramionami. Teraz wiking wiedział już po co ona to robi. Mimo strachu przed matką stara się zmusić ją do otworzenia naszej celi, co faktycznie jej się udało. Marion Perfidna jednym szarpnięciem wydarła klucz do celi z rąk męża i uchyliła drzwi by wejść. Właśnie wtedy As krzyknęła.
-Już!
Oboje pobiegli do przodu. Blondynka kopnęła matkę w brzuch powalając ją na ziemię, a brunet pchnął drzwi od celi na zaskoczonego Albrechta. Wraz z ukochaną wybiegli w górę na pokład, gonieni przez strażnika i rodziców dziewczyny. Kiedy byli na pokładzie wojowniczka zagwizdała przywołując smoka.
W jednej chwili usłyszeli cichy głośny ryk Szczerbatka. Odwrócili się i popędzili w jego kierunku. Nocna furia o dziwo była już w lepszej formie. Siedziała zakuta w kagańce i pilnowało jej kilkunastu strażników którzy na widok uciekinierów również dołączyli do pościgu. Astrid w biegu zadarła głowę do góry i uśmiechnęła się. Z nieba pikował Zmiennoskrzydły. Smok był widoczny i zwrócił uwagę na dziewczynę. Zionę ogniem w ścigających parę po czym rzucił się do krat trzymających Szczerbatka na uwięzi. Ognioskrzydły poradził sobie z nimi bez większego problemu i już po chwili oboje wznosili się w niebo. Nocna furia nie miała siły by wykrzesać z siebie choćby odrobinę plazmy, ale dała radę lecieć. Smoki wracały po swoich ludzkich przyjaciół kiedy do tamtych przybiegli strażnicy. Marion dobiegła pierwsza i rzuciła się na Astrid przygniatając ją do ziemi. Któryś ze strażników rzucił się tak samo na Czkawkę. Oba smoki chciały zapewne ratować przyjaciół ale blondynka wrzasnęła.
-Na Thora i jego wielki młot, lećcie!
Z bólem smoczych serc nocna furia i Zmiennoskzydły odlecieli rycząc żałośnie. Kiedy strażnicy dźwignęli oboje więźniów na nogi ukazały się ich twarze. Z kącika ust Astrid ciekła krew, a na policzku rósł siniak. Czkawka miał podbite oko i rozcięty łuk brwiowy. Strażnicy zakuli ich w kajdany i zmusili do trzymania głowy bardzo nisko. Albrecht był wściekły. Podszedł do obojga buntowników i warknął.
-Chcecie ze mną wojny? To ją macie.
Po tych słowach strażnicy podnieśli wojowników od normalnej pozycji i ich oczom ukazał się widok którego żadne z niech nie zapomni. Statek Łupieżców, na którym byli dopływał do brzegu. Na wyspie panował chaos i wojna. Wielka bitwa pomiędzy klanem Wandali i klanem Łupieżców szalała tam w najlepsze. A oni dali się pojmać, praktycznie skazując Berk na klęskę. Zrozumieli kim byli w tym wszystkim. Nie więźniami, nie buntownikami, ani nawet nie niewolnikami. Byli zakładnikami.

Jest!
Ku mojej radości już ponad 2000 wyświetleń jupi ja jej :D
Jesteście super. ;) Kolejny next pojawi się pewnie we wtorek bo w czwartek mam komers, a w środę musimy zmontować filmik ze znajomymi. Pracowity będę miała tydzień ale next na pewno się pojawi. Jeżeli chcecie możecie zajrzeć jutro, bo być może jak mi się uda, napiszę coś. Maybe kolejny rozdział xD.
~Pass ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz