wtorek, 28 czerwca 2016

Szczerbatek

Astrid wciąż nie wiedziała co ma zrobić. Chodziła jak pokręcona po całej wiosce wciąż myśląc nad dwoma nurtującymi ją pytaniami. Co zrobić z niechcianym przywództwem u Łupieżców oraz jak pomóc Hazel?. Blondynka najbardziej nie dawała spokoju drugiemu pytaniu. Z jakiegoś powodu była przekonana, że może coś jeszcze zrobić dla dziewczynki, że coś pominęła....ale nie miała pojęcia co to takiego, na Thora wszechmogącego! Czkawka zdawał się być równie podminowany obiema tymi sprawami, ale on miał na głowie jeszcze calutkie Berk i musiał z wielką niechęcią opuścić ukochaną, która i tak nie byłaby w stanie mu pomóc, będąc tak zamyślona. Jeszcze powiedziałaby komuś nie to co trzeba! Korę i Iana wywiało gdzieś, a wojowniczka nie potrafiła znaleźć powodu dla którego mogłaby ich zawołać. Hazel została przeniesiona do domu, a rodzice i Chase nie odstępowali jej na krok. Szczególnie wzruszało wszystkich wikingów przywiązanie młodego brata Iana do dziewczynki. Gdyby nie ich młody wiek zapewne wszyscy pomyśleliby,  że jest w niej szaleńczo zakochany. Ale czy wiek tak na prawdę go dyskwalifikuje? Czy to, że jest jeszcze dzieckiem nie oznacza, że nie potrafi kochać? I co najważniejsze, że to uczucie nie jest prawdziwe? Astrid krążyły te pytania w głowie, drwiąc sobie z jej braku odpowiedzi. W końcu wojowniczka westchnęła i postanowiła, że skoro na razie i tak do niczego się nie nadaje pójdzie polatać na Wichurze. Blondynka pobiegła do stajni swojej ukochanej smoczycy i powitała ją szerokim uśmiechem. Samica Śmiertnika Zębacza wydawała się równie uszczęśliwiona tym widokiem, jak jej jeźdźczyni. Po krótkiej chwili obie wzlatywały już w przestworza. Astrid nie było w głowie nawet zakładanie siodła przyjaciółce. Po prostu wskoczyła i już się unosiły. Dziewczyna była na tyle wprawiona w lataniu na smokach, głównie przez częste treningi w nie najlepszym dla niej czasie, że nie potrzebowała już nic. Mogła po prostu wsiąść i lecieć. Oczywiście nie podróżowała wtedy ani daleko, ani szczególnie zawrotnymi prędkościami, bo można było śmiało powiedzieć, że miała jeszcze na tyle oleju w głowie, by wiedzieć, że upadek wtedy byłby niemal pewny. Dlatego właśnie zdecydowała się na krótki lot dookoła wyspy, intensywnie żałując, że nie ma pojęcia co zrobić z Hazel. Kiedy w końcu wylądowała, dała Wichurce kurczaka i postanowiła odwiedzić dziewczynkę. Po drodze niemal zderzyła się z Sączysmarkiem, który łakomie coś zajadał, a całą twarz miał usmarowaną na brązowo.
-Uważaj jak chodzisz!-krzyknęła mijając go.
-A co, myślisz, że możesz teraz wszystkich rozdeptywać?-odpowiedział równie zirytowany Smark.
Blondynka przystanęła. Być może kuzyn Czkawki irytował ją na potęgę, ale jednak był jej przyjacielem i znali się dość długo, by zauważyć kiedy tego drugiego coś gryzie.
-Co się stało?-spytała już łagodniej.
Ciemnowłosy odwrócił się gwałtownie i fuknął.
-Nic co by cię obchodziło.
Dziewczyna przewróciła oczami i zrobiła coś, o co nigdy by się nie posądziła. Pobiegła za Smarkiem sama się dziwąc swojemu zaniepokojeniu.
-Smark powiedz wreszcie o co chodzi!
Wiking potarł czoło, pozostawiając jeszcze jeden brązowy ślad na twarzy.
-A co cię tak nagle wzięło na rozmowy ze mną. Odkąd wy i Czkawka poznaliście Korę i Iana, w ogóle już z nami nie gadacie.
Teraz doprawdy ją wmurowało. Mimo wszystko, poczuła ukłucie w sercu. Może w oskarżeniach Smarka było ziarno prawdy?
-Czy wy....-zaczęła ale natychmiast pokręciła głową-Smark, jesteście naszymi przyjaciółmi znacznie dłużej niż oni i wiedz, że brak kontaktów między nami to zwykły brak czasu.
Wiking zmierzył ją wzrokiem.
-To kiedy ten czas znajdziecie?
-Jutro-palnęła, zanim jeszcze zdążyła pomyśleć, że nie zapytała Czkawki. Eeee tam...Najwyżej będzie musiał zmienić plany.-Jutro wieczorem.-dodała widząc niedowierzającą minę przyjaciela-Ognisko na plaży, tylko się nie spóźnijcie-zagroziła mu palcem. 
Ciemnowłosy roześmiał się i pokiwał głową z zadumą. 
-A teraz mów, co cię gryzie?-dopytywała widząc, że to nie wszystko co leży Smarkowi na sercu.
-Chodzi o....-zaczął ale już po chwili szybko pokręcił głową-Nie to głupie.
-Ej-Astrid złapała go za ramię i pociągnęła w tył zmuszając do pozostania w miejscu. -Tak łatwo się nie wywiniesz. Gadaj. Nie mamy całego dnia.
-No bo chodzi o Szpadkę-wypalił szybko.-Zupełnie nie wiem co mam zrobić żeby...
-Zakochałeś się w Szpadce?!-wykrzyknęła z niedowierzaniem.
Smark zjechał ją wzrokiem i syknął.
-Tak, może jeszcze rozgłoś to całej wiosce...
-Wybacz-parsknęła.-Po prostu nie mieści mi się to w głowie.
-Wyobraź sobie, że nie tylko tobie.
-A więc, czemu z nią nie porozmawiasz?
-Bo ona...myślę, że ona...-jąkał się, po czym wydusił-nie czuje tego samego...
-Skąd możesz to wiedzieć, jak nawet nie zapytałeś?
-Bo ja chyba...nie dam rady...
-Jesteś Sączysmark Jorgenson-powiedziała, zaskoczona nagłą chęcią podbudowania wikinga-Ty nie dasz rady?
Chłopak wypiął dumnie pierś i przytaknął z ulgą.
-Oczywiście, że dam. Dzięki Astrid-powiedział cicho i wyminął dziewczynę.
Wojowniczka uśmiechnęła się do siebie, po czym wpadł jej do głowy jeszcze jeden pomysł.
-Smark!-krzyknęła.
Ten odwrócił się natychmiast i uniósł brwi.
-Co?
-Co ty właściwie jesz?-zapytała podchodząc do niego.
-Czekoladę. Johan podczas ostatniej wizyty przywiózł trochę, a ja znalazłem dzisiaj resztki.
-Ile ci zostało?-zapytała ze zniecierpliwieniem.
-Jeszcze półtorej tabliczki, a co?
-Powiedz czego chcesz w zamian i daj mi jedną-poprosiła.
Wiking bez wahania rzucił jej tabliczkę i odwrócił się. Zbaraniała Astrid stała z tabliczką w ręce, zaskoczona, że chłopak nie zechciał w zamian jej najlepszego toporu. Zanim zdołała się o to zapytać, Smark krzyknął
-Bądźcie jutro!-po czym zniknął za rogiem.
Blondynka popatrzyła na tabliczkę nienaruszonej czekolady z orzechami i pokręciła głową.
-Kto by pomyślał-mruknęła sama do siebie po czym szybko pospieszyła do domu Hazel.
Kiedy nikt nie reagował na pukanie weszła cicho. W salonie siedzieli rodzice dziewczynki. A właściwie spali.
Po wyczerpującej nocy i bitwie Burczymuch zasnął nad miską zupy z ogórkami, podparty łokciem, a Gilda siedziała na przeciw niego z twarzą schowaną w dłonie. Sądząc po braku reakcji także spała. Astrid podeszła do kuchenki i zgasiła palnik pod bulgocącą zupą i cicho weszła po schodach. Chociaż nigdy nie była w tej chacie domyśliła się który to pokój dziewczynki. Weszła do mniejszej izby, gdzie zastała podpartą poduszkami, siedzącą na łóżku Hazel i Chase'a siedzącego obok niej. Byli pogrążeni w rozmowie, kiedy blondynka uchyliła drzwi. Twarze obojga zwróciły się w kierunku przyczyny hałasu. Dziewczynka, nie miała możliwości zobaczyć kto wchodzi więc zapytała głośno.
-Kto tam?
Wojowniczka była pewna, że mała rozpozna jej głos więc powiedziała.
-Zgadnij.
-Astrid-odpowiedziała od razu uśmiechając się.
Przytuliła dziewczynę i opadła na poduszki. Blondynka zerknęła na Chase'a i posłała mu uśmiech.
-Jak tam rany?-spytała.
Uśmiech Hazel znikł.
-Te na brzuchu do wytrzymania, ale te na oczach... Astrid. Nikt nie chce nic mi powiedzieć, więc proszę ciebie. Czy ja kiedyś, znowu będę widzieć?
Wojowniczka posłała przestraszone spojrzenie Chase'owi, który wzruszył ramionami i wbił wzrok w przyjaciółkę. Astrid wydusiła, nie zdając sobie sprawy z głupoty własnych słów.
-Tak, będziesz widziała.
-Obiecaj-nalegała dziewczynka.
"No masz.-zganiła się w myślach blondynka-Chciałaś ją pocieszyć to teraz masz. No i co jej powiesz? Nie? Następnym razem jak będziesz chciała kogoś pocieszyć, to rób to idiotko w pełni świadomie". Westchnęła i odpowiedziała, starając się by jej głos nie zdradzał kłamstwa.
-Obiecuję-wyszeptała.
Dziewczynka uśmiechnęła się szeroko i odwróciła głowę w kierunku Chase'a.
-A więc nie ma się czym martwić, prawda Chase?
-Oczywiście-odparł chłopiec ucieszony.
Najwyraźniej on też uwierzył zapewnieniom Astrid.
"To żeś się wkopała" pomyślała przerażona wojowniczka."Niech Odyn da mi więcej rozumu, bo czarno widzę moje dalsze składanie obietnic". Dziewczyna miała zamiar dłużej porozmawiać z małą, ale po swoim kłamstwie, chciała jak najszybciej wyjść z chatki, by brońcie bogowie, nie zdradzić nic. Wobec tego wstała i powiedziała do dziewczynki.
-Czkawka poprosił mnie o pomoc, więc muszę już iść. Przepraszam, że tak krótko tu byłam, ale wstąpię jeszcze potem.
-Szkoda-westchnęła zniesmaczona Hazel i powiedziała-No to przyjdź później.
Astrid już miała wychodzić, kiedy przypomniała sobie o trzymanej w ręce czekoladzie.
-A właśnie. Mam coś dla ciebie-odezwała się i podeszła do łóżka dziewczynki. Hazel przyjęła od niej tabliczkę i nawet bez jedzenia, rozpoznała co trzyma.
-Czekolada!-wykrzyknęła i uśmiechnęła się szeroko ukazując białe zęby.-Dzięki Astrid.
-Nie ma za co-odparła blondynka i opuściła dom dziewczynki.
Nie wiedząc co ma ze sobą zrobić poszła tam gdzie ją nogi niosły. A zaniosły ją do lasu. Myśląc o tym, jak można być tak głupim żeby obiecać coś, czego nie da się dotrzymać wojowniczka rzucała toporem w pobliskie drzewo. Wściekła na samą siebie i cały świat ciskała nim na prawo i lewo, nie zważając na nic. W końcu doszła do polany z jeziorem. Przypomniała sobie, że to właśnie tu po raz pierwszy miała kontakt ze smokiem. Uśmiechnęła się na wspomnienie swojego przerażenia na widok nocnej furii. Zaraz, zaraz...Do jej głowy niczym drogocenny metal wpadł najlepszy pomysł jaki miała w życiu. Rozwiązanie wszystkich jej problemów...
-Szczerbatek-szepnęła i pognała w górę zbocza, by jak najszybciej dotrzeć do wioski.


         


A więc zgodnie z zapowiedzią jest. I to nieco dłuższy niż zazwyczaj. Czy ktoś już się domyśla w jaki sposób rozwiązaniem problemów może być Szczerbek?
~Pass


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz