-Kora, przestań!-wrzasnął nieznajomy. Skąd znał jej imię? Dziewczyna spojrzała na niego na chwilę przed tym, gdy miała opuścić ostrze i z przerażeniem stwierdziła, że stoi nad zaskoczonym Ian'em. w jednej milisekundzie odrzuciła broń na bok i odskoczyła w tył.
-Przepraszam. Nie chciałam. Myślałam, że to nie...-tłumaczyła się cały czas myśląc o tym jak niewiele by brakowało, a urżnęłaby głowę swojemu jednodniowemu chłopakowi!
Zastępca wodza, będący dalej w lekkim szoku, wstał z ziemi i otrzepał się.
-Tak szybko chcesz mnie zabić?-roześmiał się, ale Korze nie było ani trochę do śmiechu. Widząc jej szeroko otwarte z przerażenia oczy wiking zaprzestał prób rozbawienia jej i opiekuńczo przytulił jej drżące ciało.
-Nic się nie stało. To moja wina, zaskoczyłem cię.
-Nie spodziewałam się tam ciebie-odpowiedział mu przerywany szept ukochanej.
-A kogo?
Rudowłosa oderwała się od niego i spojrzała mu w oczy ze strachem. Chłopak uważnie wpatrywał się w jej lśniące w promieniach zachodzącego słońca oczy. Dziewczyna pokręciła głową i znów na niego zerknęła.Chyba jeszcze nigdy nie widział jej tak poważnej, co bardzo go zaniepokoiło. w końcu Kora zebrała się na odpowiedź.
-Ktoś do mnie strzelał-wymamrotała.
Teraz widać było jak na dłoni jaka jest roztrzęsiona.
-Ktoś z wioski?-spytał ciemnowłosy czując narastający w nim gniew na tego pożałowania wartego kretyna, który o mały włos nie pozbawiłby życia jego ukochanej.
Na szczęście wojowniczka pokręciła głową. O tyle dobrze, pomyślał chłopak. Jeszcze tylko by im brakowało chcącego zabić dziewczynę psychola z tej samej wyspy.
-Nie widziałam go-dodała, wyzbywając z wikinga poczucie ulgi. Zmarszczył brwi wpatrując się w milczeniu w zdeptaną trawę pod jego stopami. Czy to możliwe, że ktoś z wioski mógłby chcieć pozbawić Kory życia? Czy to możliwe.
-Sądzisz, że to ktoś stąd?-spytał.
Dziewczyna zbliżyła się do niego i oparła głowę na jego ramieniu.
-Nie wiem Ian, na prawdę nie wiem.
Wojownik westchnął.
-Nie widziałaś go?
-Nie.
-A zostawił jakiś ślad?-spytał zrezygnowany, zaplatając ręce na talii dziewczyny.
-Strzałę-ta cicha odpowiedź wprawiła go w podekscytowanie. Oderwał się od rudowłosej i powiedział.
-Na strzałach są herby!-wykrzyknął.
Kora zrozumiała o co mu chodzi i uśmiechnęła się.
-No jasne-wymamrotała i odwróciła głowę w kierunku drzewa w które wbiła się strzała. Uśmiech momentalnie zamarł jej na ustach. Ian odwrócił się w tym samym kierunku. W dość grubym pniu drzewa, na wysokości pierwszych gałęzi znajdował się ziejący pustką okrągły otwór. Strzały nie było.
Para zerwała się z piasku natychmiast. Chwilę po tym jak pierwszy ryk przycichł, kolejny przeciął powietrze niczym stal. Popatrzyli na siebie.
-Szczerbatek-szepnęli w jednym momencie i puścili się pędem w stronę drzew. Nie mieli ze sobą żadnej broni. Topór Astrid został przy siodle nocnej furii, podobnie jak miecz Czkawki. Mimo to nie zważali na brak oręża. Pędzili ile sił w nogach w stronę przerażającego dźwięku. Nie zważali na nic. Gałęzie drzew smagały ich po twarzach i zostawiały zadrapania. We włosy i ubranie wplątywała im się roślinność tej wyglądającej bajecznie wyspy. Biegli, przeciskając się przez drzewa i krzaki zbliżając się cały czas w stronę smoka, aż coś nie przecięło Astrid drogi. Blondynka runęła na ziemię z krzykiem. Wódz Berk zatrzymał się ze ślizgiem i pomógł podnieść się ukochanej, jednocześnie zastanawiając się nad dziwnym czarnym kształtem, przypominającym sznurek, który przeciął im drogę, na wysokości kostek. Już miał pytać ukochanej czy nic jej nie jest, ale ta nawet nie uraczyła go spojrzeniem swoich pełnych troski i lęku o smoka, błękitnych oczu. Pognała przed siebie zwiększając przewagę nad Czkawką. Wiking nie chciał zostawić przyjaciela samego choćby sekundę dłużej niż to było konieczne, więc puścił się biegiem za Astrid. Rozbrzmiewający jak dotąd, na całą wysepkę ryk urwał się gwałtownie, co dodatkowo ich zaniepokoiło. Po chwili wbiegli na małą polanę. Nie widząc smoka gnali dalej, aż nagle wojowniczka zahamowała gwałtownie i rzuciła się w bok uniemożliwiając Czkawce dalszy bieg. Po chwili chłopak zrozumiał dlaczego to zrobiła. Gdyby nie ona spadłby z przepaści, która kończyła się jakieś 20 metrów niżej. Szybko wstali z ziemi i spojrzeli w dół. Na samym dole przepaści zauważyli oparty o skałę ciemny kształt. Spojrzeli po sobie i już mieli całkowitą pewność, że patrzą na Szczerbatka.
-Schodzimy-oznajmiła pewnie, ale wódz pokręcił głową.
-Ja schodzę. Ty zostań i stój na czatach.
-Na czatach?-spytała z niedowierzaniem-Mój przyjaciel leży tam bez życia a ja mam stać na czatach?
Po tych słowach pociągnęła Czkawkę za rękę.
-Kocham cie bardzo, ale teraz cię nie lubię-oznajmiła po czym zaczęła schodzić po skarpie, podpierając się o co tylko mogła.
Wiking co prawda mógłby się kłócić ale los przyjaciela leżał mu na sercu za bardzo, by mógł w tej chwili zaczynać nową bezsensowną kłótnię. Wobec tego ruszył za ukochaną i oboje przemierzyli drogę w dół w brawurowym tempie. Na prawdę, nie można być pewnym, że przeciętnej szybkości smok pokonałby taki odcinek drogi na dół szybciej. Nie mieli czasu zachwycać się swoją prędkością bo natychmiast ruszyli do nocnej furii. Astrid załkała jak tylko zobaczyła smoka. Z prawej łapy sterczała mu czarna jak noc strzała, wokół której skóra smoka spuchła. Nie była to jednak najgorsza rana na ciele Szczerbatka. Jeźdźcy wpatrywali się w przerażeniem nie w tą, ale w drugą z ran. W brzuch smoka wbita była taka sama jak poprzednio, kruczo czarna strzała, spod której krew wylewała się strumieniem. Czkawka w lot pojął co się musiało stać. Szczerbatek poszedł sobie gdzieś tutaj, by dać im chwilę prywatności. Wtedy właśnie ktoś postrzelił go w nogę. Nocna furia zaczęła ryczeć, by nas zawołać, więc dostało jej się w brzuch. Wódz Berk rzucił się ku tułowiu przyjaciela i ściągnął koszulkę. Starał się zatamować nią krwawienie na brzuchu smoka, podczas gdy blondynka uspokajająco gładziła go po szyi i sprawdzała oddech. W trakcie tej walki o życie prawdopodobnie ostatniej nocnej furii na świecie, Astrid rozglądnęła się naokoło szukając potencjalnego zagrożenia. Kiedy Czkawka zaczął opatrywać Szczerbatka wojowniczka zdjęła mu siodło i zabrała topór. Teraz trzymając go w gotowości przyglądała się wnikliwie okalających ich kamieniom. Były one na tyle duże, że za nimi bez problemu zmieściłby się dorosły Gronkiel. Nie zauważywszy nic niepokojącego dziewczyna podeszła do brzucha smoka i pomogła Czkawce. Zdjęła pasek, który od zawsze okalał jej wąską talie i podała go wikingowi. Jak na kogoś kto nigdy w życiu nie miał ziół, które umie rozpoznać w ręce, musiała przyznać, że radzi sobie całkiem nieźle. Pasek co prawda nie miał szans objąć całego smoka, ale gdy przyczepiło mu się siodło, bez problemy można go było zaczepić o popręg tak, by przytrzymywał koszulkę, wciąż tamującą krwawienie.Smok był nieprzytomny, ale jego oddech robił się stabilniejszy. Wojowniczka wpatrywała się we wciąż sterczące z jego ciała strzały z całkowitym zrozumieniem dla wodza, który nie chciał ich ruszać. Gdyby spróbowali Szczerbatek mógłby wykrwawić się na śmierć zanim zdążyliby zdjąć części ubrania służące za prowizoryczny opatrunek. Po dłuższym namyśle zostawili łapę w spokoju. Nie mieli pomysłu co mogliby zrobić skoro przestała krwawić. Siedzieli z niepokojem wpatrując się w nieprzytomną nocną furię.
-Co teraz robimy?-spytała cicho blondynka, na co chłopak zmarszczył czoło.
-Mógłbym iść i spróbować znaleźć jakiś przepływający statek i dać mu znać-zaproponował bez przekonania.
Wojowniczka pokręciła głową.
-A jaki normalny statek pływa w tej okolicy.
Brunet wzruszył ramionami i jeszcze raz wpatrzył się w strzały sterczące z przyjaciela. Podniósł się na nogi i rozejrzał czujnie.
-Pójdę zobaczyć kto to mógł być.
Astrid kiwnęła głową i została przy smoku. Głaskając go po głowie i szepcząc uspokajająco patrzyła jak jej chłopak zbliża się do kolejnych kamieni z mieczem gotowym do ataku. Nagle znieruchomiał. Wzrok miał utkwiony w czymś na krawędzi skarpy na której przed chwilą stali.
-Witamy ponownie, Astrid Hofferson-rozległ się złowieszczy głos, po czym z nieba spadły na nich czarne jak smoła sieci, oplatając ich ciasno, bez możliwości ucieczki.

Wiem, że trochę późno ale jest dzisiaj xd. Tak jak obiecałam. Na drugiego bloga niestety już nie zdążę bo niedawno wróciłam, ale jutro rano będzie.
Do środy ;)
~Pass
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz