-As co tu się dzieje?
Dziewczyna popatrzyła na niego z uśmiechem i podeszła na sam przód statku. Oparła się o reling i ogarnęła wzrokiem pogrążoną w zdumieniu wyspę. Następnie wypowiedziała tylko dwa słowa. Słowa, które pragnęła wypowiedzieć, od kiedy ten bohaterski smok pierwszy raz jej pomógł.
-Dziękuję, Ognioskrzydły.
Wtedy, dotąd niewidzialna postać, trzymająca Marion Perfidną w ryzach ujawniła się. Dokładnie taka jaką zapamiętała ją dziewczyna. Ostro czerwone łuski, żółte ślepia, potężne, cudne skrzydła. Zmiennoskrzydły uniósł głowę i spojrzał jej w oczy, zupełnie jakby chciał powiedzieć "Nie mógłbym cię zostawić". Następnie wydał z siebie ogłuszający ryk. Przygwożdżeni do ziemi Łupieżcy zniknęli za masą potężnych cielsk Zmiennoskrzydłych. Wandale opuścili broń. Wszyscy bez wyjątku, wpatrywali się z podziwem w stojącą na statku Astrid. Nikt nigdy wcześniej nie widział tylu smoków, tego gatunku, zgromadzonych w jednym miejscu. A tym bardziej, nikt nigdy nie widział by taka ilość smoków, przybyła by pomóc jednej, jedynej osobie. Blondynka wyłapała pełne radości spojrzenie Iana, oraz ulgę na twarzy Kory. Odwróciła się i spojrzała na Czkawkę. Ten skinął głową i odstąpił na krok. Wojowniczka podeszła do smoka, któremu zawdzięczała życie. Spod jego łap wzięła miecz. ten sam, od którego mało nie straciła wszystkiego. Ognioskrzydły odsunął się, ale nadal trzymał Marion na muszce. Kobieta z nienawiścią wpatrywała się w córkę. Dziewczyna zerknęła, na leżącego obok ojca, nad którym pieczę sprawował ciemno fioletowy Zmiennoskrzydły. Podeszła do rodziców. W pierwszej kolejności skierowała się do Marion. Do osoby utożsamiającej cały jej strach....do ucieleśnienia jej koszmarów....do jej matki. Starsza wojowniczka uklękła, obok męża, przed córką. Astrid uniosła miecz nad matką. Pochyliła się nad rodzicami i rzekła bezbarwnym szeptem.
-Wasi ludzie mogą do nas dołączyć. Nie będą musieli ginąć.
Na powrót wróciła do pozycji z uniesionym w powietrze mieczem. W oczach jej ojca błysnęło coś, czego nigdy u niego nie widziała...duma. Zerknął na swojego smoczego strażnika i ostrożnie przeniósł wzrok na łupieżców na statku.
-Odtąd służycie mojej córce-rzekł, tym samym wprawiając Astrid w zdumienie. Wszyscy słyszeli...ale nikt nie mógł uwierzyć w to co zrobił wódz Łupieżców. Mówiąc to zdanie, praktycznie mianował córkę wodzem. Albrecht podniósł wzrok na Astrid, stojącą nad nim z uniesionym mieczem.-Będziesz dobrym wodzem.
Po tych słowach opuścił głowę, przygotowując się na śmiertelny cios ze strony córki. Dziewczyna zamachnęła się i ze świstem opuściła ostrze. Wbiło się po samą rękojeść....w podłogę statku. Blondynka popatrzyła rodzicom w oczy i przeniosła wzrok na ojca.
-Nie takim jak ty-warknęła i odeszła od ojca. Po drodze wzięła do ręki jego płaszcz. Zarzuciła go sobie na plecy, tym samym przyjmując to, że od tej chwili była wodzem Łupieżców. Podeszła do Czkawki. Trzymając się za ręce weszli na czub statku tym samym pokazując Wandalom i Łupieżcom co się stało. Popatrzyli sobie w oczy i uśmiechnęli się. Następnie, pocałowali się wśród wiwatujących wikingów, jednocześnie pieczętując pierwszy w dziejach pokój między tymi klanami.

Wiem że next miał być dłuższy no ale pomyślałam, że wstawię wam teraz jeden a wieczorem drugi, żebyście za długo nie czekali xd bo nie dałabym rady tego napisać całego na teraz. Także do wieczora xd. Podobało się?
~Pass
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz