piątek, 17 czerwca 2016

Puść go

 Kiedy Kora zobaczyła Astrid i Czkawkę na statku Łupieżców serce jej stanęło. Wraz z Ianem i wszystkimi mieszkańcami Berk byli w szoku. Nie mówiąc już o opłakanym wyglądzie przyjaciół. Byli brudni, pobici i zdecydowanie źli. Rudowłosa ogarnęła wzrokiem wszystko wokół. Łupieżcy zaprzestali walki wyraźnie czekając na przemowę swojego wodza. Albrecht wraz z Marion u boku wyglądali na triumfujących. Żona wodza Łupieżców trzymała w rękach dwie liny, których drugie końce oplatały szyje zakładników. Astrid wyglądała jakby samym wzrokiem chciała zabić matkę. Albrecht Perfidny rozejrzał się dookoła i powiedział donośnym głosem.
-No wiecie co...Bez Stoicka zeszliście na psy. Myślicie, że te smoki wam pomogą?-gdy to mówił wskazał palcem na smoki i ich jeźdźców zgromadzonych u podnóża schodów do twierdzy. Nagle w powietrze wyleciały jakieś podpalone kształty.Płonące Sieci spadły dokładnie na smoki i spętały ich solidnie nie dając szans wyswobodzenia. Ich jeźdźcy zaczęli krzyczeć i desperacko próbowali wyplątać przyjaciół. Sączysmark bardziej zadbał o bezpieczeństwo pozostałych gdyż jego smok palił się wraz z siecią, a ogień nie miał szans zrobić mu krzywdy. Wódz Łupieżców zaśmiał się kpiąco-Przejdźmy do mniej przyjemnych rzeczy niż zabijanie tych gadów.
Po tych słowach zamaszystym ruchem odebrał od żony liny i szarpnął. Więzy zawiązane na gardłach Astrid i Czkawki zacisnęły się i szarpnęły ich do przodu. Teraz wódz Berk i jego dziewczyna stali obok Albrechta i głęboko łapali powietrze. Wróg nie dał im jednak chwili wytchnienia. Zacisnął liny i postawił ich przed sobą. Zaczęli się dusić. Albrecht krzyknął w stronę mieszkańców Berk
-Rzućcie broń, albo zacisnę moc...-nie zdążył jednak dokończyć, bo Czkawka mimo braku oddechu wykręcił się w prawo i z całej siły kopnął wroga w pierś. Zaskoczony Łupieżca krzyknął i puścił ich liny. Astrid zachwiała się wciągając powietrze do płuc, ale nie przewróciła się. W lot pojęła co należy zrobić. Odwróciła się i szybkim ruchem wyszarpnęła topór z ręki strażnika, pchnąwszy go wcześniej za burtę. Zza siebie usłyszała przenikliwy ryk. Ledwo zdążyła się odwrócić by dostrzec wyciągnięte w jej stronę pazury. Szczerbatek, mimo ran zdołał zawrócić po nich. Pochwycił ją łapami i wrzucił sobie na grzbiet. Dziewczyna przytrzymała się siodła i wychyliła do przodu. Miała zamiar chwycić Czkawkę, ale ktoś zdołał zniweczyć jej plany. Marion dostrzegła co się święci i jednym zręcznym ruchem szarpnęła wikinga w tył. Palce wodza Berk i blondynki minęły się o milimetry, a czas jakby zwolnił, gdy spojrzeli sobie z żalem w oczy. Nocna furia zamachała skrzydłami by wznieść się wyżej i uniknąć strzał z kusz Łupieżców. Astrid odwróciła się i spojrzała przez ramię, jak jej matka przykłada ostrze sztyletu do szyi jej ukochanego. Szczerbatek doleciał do brzegu i zmęczony zarył ciałem o piasek. Dziewczyna poczuła smak morskiej wody w ustach i uniosła głowę. Delikatna fala obmyła jej twarz i odpłynęła  z powrotem do morza. Wojowniczka podniosła się i zorientowała się, że dalej trzyma topór łupieżcy, którego strąciła do wody. O dziwo idealnie leżał jej w ręce. Zadarła głowę w górę i popatrzyła na ukochanego. Marion krzyknęła patrząc w jej stronę.
-Choć tu moje dziecko, albo on zginie-przy wypowiadaniu tych słów dźgnęła chłopaka tak, że strużka krwi spłynęła mu po szyi.
Astrid zagryzła zęby i zignorowała surowe spojrzenie Czkawki, nakazujące jej zostać w miejscu. Zorientowała się, że wszyscy, zarówno Łupieżcy jak i Wandale patrzą na nią ze zdumieniem. Ach tak....przecież Marion nazwała ją publicznie swoim dzieckiem. Widząc zdziwienie wrogów, domyśliła się, że mało kto wiedział, że ich wódz ma córkę. Również wandale patrzyli na nią z podejrzliwością i urazą. To niesamowite jak wiele nasze pochodzenie, może zmienić w naszych kontaktach z ludźmi. Astrid wypatrzyła wzrokiem Korę, która kiwnęła głową z pewnością. Dziewczyna podniosła się z piasku i ruszyła ku statkowi wroga.
-Puść go-warknęła.
-Chodź tu-odparła jej matka znienawidzonym przez nią głosem.
Blondynka, ku zaskoczeniu łupieżców, zupełnie nie rozumiejących takiego zachowania, oddała się w ręce wroga. Czkawka patrzył na nią z urazą kiedy wspinała się po drabince, na pokład. Weszła tam i od razu została na powrót skuta.
-Puść go-powtórzyła.
Albrecht roześmiał się.
-Na prawdę, wierzysz, że bym go puścił?-spytał po czym kiwnął głową w stronę żony.
Kobieta cały czas patrząc w oczy Astrid obróciła nóż i wbiła go w brzuch Czkawki. Wódz Berk jęknął z bólu i osunął się na podłogę. Blondynka wyrywała się strażnikom, cały czas krzycząc jego imię. Na wyspie rozpętał się na powrót bitewny chaos. Wściekli Wandale zaatakowali z nową siłą wroga. Kusznicy Łupieżców znów szyli z kusz wszystko co się ruszało i nie miało na sobie ich bitewnych barw. Marion rozkoszowała się cierpieniem córki. Rzuciła nóż na pokład i dobyła miecza. Podeszła do niej i szarpnęła ją za włosy stawiając na nogi.
-A teraz, wykończę ciebie.
Pchnęła blondynkę na podłogę i stanęła nad nią. Uniosła miecz wysoko w górę i na chwilę się zatrzymała. Albrecht Perfidny podszedł i stanął obok żony. Zerknął na córkę z pogardą i splunął na posadzkę. Jego żona z piekielną siłą opuściła miecz wprost na pierś dziewczyny....Wtedy, stało się coś, czego nikt nie mógł przewidzieć.
        

Tak Tak tak Wiem
Dałam niezłą plamę. Spóźniłam się 3 dni i jeszcze daję wam tak krótki next. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że wczoraj miałam komers i musieliśmy filmik zmontować. Ale uroczyście obiecuję wam (tym razem na 10000%) ,że next będzie juto i będzie jak najdłuższy dam radę :D
~Pass (nie zabijajcie)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz