-Co się stało?
-Chase-wypalił wiking.
Oboje pobiegli do domu chłopaka nie mogąc uwierzyć, że mogli o tym zapomnieć. Ian wparował do pokoju brata i rozejrzał się wokół nerwowo.
-Chase, gdzie ty do cholery jesteś?!-krzyknął.
Przemierzył cały pokój wzdłuż i wszerz chaotycznie zaglądając nawet do szafy w poszukiwaniu młodszego brata. Kora myślała rozsądniej i szukała jakiejkolwiek wiadomości. Nie znajdując młodszego brata przygłupa, Ian pobiegł do swojego pokoju, mając nadzieję, że ten, może tam być. Przeliczył się jednak. Chłopaka nie było. Para zbiegła po schodach i rozejrzała się po reszcie domu. W końcu to Kora zauważyła wymięty świstek papieru leżący na podłodze. Podniosła go i pobieżnie przeleciała wzrokiem. Potarła czoło i dała go ukochanemu. Ten zaczął czytać.
Przepraszam, że nie zaczekałem, ale zupełnie nie rozumiem dlaczego nie chciałeś mi powiedzieć co z Hazel. Pójdę do jej domu, a jak jej tam nie będzie zajrzę do Gothi. Będę ostrożny. Nie denerwuj się na mnie. Zrobiłbyś to samo.
Chase.
Ian zmiął kartkę, a na jego twarzy pojawił się grymas złości. Po części na brata, za to, że mimo nakazu nie został w domu, a po części na siebie, za to, że jeszcze nie odwiedził Hazel. Ostatnim razem dziewczyna była w strasznym stanie. Nie wiedział nawet czy przeżyła. Mimo to w tym momencie skupił się bardziej na bezczelności Chase'a w tym co napisał. "Zrobiłbyś to samo"...Pokręcił głową w niedowierzaniu, jak bardzo brat go zna. Następnie przeniósł wzrok na Korę i zanim wybiegł, warknął.
-Zabiję smarkacza.
Czkawka chodził z Astrid po wyspie zaznajamiając się z Łupieżcami. Jednocześnie był dumny ze swojej dziewczyny, a jednocześnie bardzo martwił się co teraz będzie. Te rozmyślania przewali jednak Kora i Ian. Ian wybiegł ze swojego domu i prawie staranował wodza Berk. Obaj przewrócili się na ziemię, ku rozbawieniu Astrid.
-Gdzie ci się tak spieszy Ian?-zaśmiał się Czkawka.
Ciemnowłosy jednak szybko wstał i odpowiedział bez cienia uśmiechu.
-W trakcie bitwy Hazel została postrzelona w brzuch. Kazałem Chasowi czekać, ale on do niej poszedł. Muszę tam biec.
Po czym szybko niczym błyskawica oddalił się. Kora zmarszczyła czoło i powiedziała.
-Pójdę za nim.
Czkawka złapał ją za ramię i sam zaczął iść szybciej wraz z Astrid.
-Chciałaś powiedzieć pójdziemy.
Rudowłosa uśmiechnęła się do nich z wdzięcznością i we trójkę popędzili za szybko oddalającym się przyjacielem. Kiedy dobiegli do chatki Gothi usłyszeli żałosny szloch dochodzący zza drzwi. Cała czwórka popatrzyła na siebie niepewnie. W końcu to Ian przemógł niezręczną ciszę i wszedł do pomieszczenia. Na łóżku leżała Hazel. Dziewczynka miała opatrunki na oczach, a jej brzuch pokrywała wielka plama krwi, która na szczęście się nie powiększała, co świadczyło o tym, że starej znachorce udało się zatamować krwawienie. W pomieszczeniu siedzieli rodzice Hazel. Zapłakani Burczymuch i Gilda spoczywali na łóżku córki i trzymali ją za rękę. W rogu pomieszczenia siedział równie zapłakany Chase. W jednej chwili znalazł się przy nim Ian. Czkawka podszedł niepewnie do wuja i ciotki i spytał patrząc na mizernie wyglądającą dziewczynkę.
-Czy ona....-nie potrafił dokończyć.
Gilda wybuchła jeszcze głośniejszym płaczem, ale zdołała zaprzeczyć. Burczymuch podniósł wzrok na Czkawkę.
-Nie. Na szczęście nie. Ale Gothi powiedziała....
-Co powiedziała?-spytała Astrid kładąc dłoń na ramieniu kobiety.
-Że nie ma szans, by odzyskać...wzrok.-wyszeptała Gilda.
W pomieszczeniu zapanowała cisza. Jeźdźcy popatrzyli po sobie ze smutkiem. Wszyscy doskonale wiedzieli co to znaczy dla małej. Nie będzie mogła robić tylu rzeczy.....żyć tak jak inni.....będzie potrzebowała pomocy.
-Nie obchodzi mnie to-dobiegł ich czyjś cichy głosik.
Siedzący dotąd w kącie Chase podniósł się i podszedł do łóżka Hazel. Zgromadzeni przy dziewczynce spojrzeli na jej przyjaciela z szokiem. Ten jednak szybko wytłumaczył o co mu chodziło.
-Nie obchodzi mnie, że nie będzie widziała-powiedział głośniej i popatrzył na dziewczynkę z miłością, jaką może kochać tylko prawdziwy przyjaciel.-Jest moją przyjaciółką. Będę patrzył za nią.
Astrid zaszkliły się oczy. To co powiedział Chase wzruszyło ją do głębi. Nie ją jedyną jak się okazało. Czkawka i Ian uśmiechnęli się pokrzepiająco i położyli ręce na ramionach chłopca, dając mu nieme wsparcie. Kora otarła oczy, pozbywając się krępujących łez i pociągnęła nosem. Rodzice Hazel mimo wszystko uśmiechnęli się do chłopca. Zrozumieli wreszcie, że chłopak nie zostawi ich córki, nie ważne, co takiego by się stało. Będzie jej bronił. Najlepiej jak będzie mógł.
Nagle w ciszy usłyszeli cichy jęk. Wszyscy spojrzeli na Hazel. Dziewczynka poruszyła głową. Jej ręka powędrowała do rany na brzuchu. Dotknęła jej i od razu syknęła z bólu. Chase chwycił ją za dłoń i ścisnął. Burczymuch spytał delikatnym głosem
-Jak się czujesz skarbie?
Dziewczynka nie odpowiedziała od razu. Jej wolna ręka powędrowała do oczu. Gdy wyczuła bandaż pod opuszkami zapytała.
-Tato co mi się stało? Po co ten bandaż?
Czkawka wymienił smutne spojrzenia z przyjaciółmi, po czym ukląkł przy łóżku dziewczynki dotykając jej ramienia.
-Ktoś cię zranił Hazel.
-Czkawka? Jesteś tu?-spytała.
Wiking powstrzymał wpływające mu do oczu łzy. Wiedział, że niedługo trzeba będzie powiedzieć jej całą prawdę. A tego bał się najbardziej.
-Tak jestem.
-Kto jeszcze tu jest?
Wódz westchnął i zaczął wyliczać
-Twoi rodzice, ja, Astrid, Ian, Kora...
-A Chase jest?-przerwała mu.
-Jestem-odparł cicho chłopak ściskając jej dłoń. Oddała uścisk.
-Nic ci nie jest?
-Nie.
-Ian?-zaczęła dziewczynka.
-Słucham.-odparł Ian.
-Dziękuję.-wymamrotała i zanim ciemnowłosy zapytał za co, uprzedziła jego pytanie.-Za znalezienie mnie...
-Nie ma za co.
-I za...-kontynuowała Hazel-nie pozwolenie mi....zasnąć.
Ian spuścił głowę. Na jego policzki wstąpiły pierwsze tego dnia łzy.

No więc drugi next dzisiaj jest. Miał być smutny i chyba mi się udało. Nie umiem napisać tego lepiej, ale myślę, że jest ok. Dziękuję wam za to, że nie pozwoliliście mi zasnąć na tym blogu ;)
Dobrej nocy
~Pass
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz