środa, 8 czerwca 2016

Niespodziewany atak

Astrid była w pułapce. Po raz kolejny... Zaczęła zadawać sobie pytania czy to aby nie jest już przesada? Dać się złapać tym wyjętym spod Odynowego prawa Łupieżcom? O nie, przecież to była Astrid Hofferson, nie da się drugi raz! Te myśli przerywała jej jedynie troska o nieprzytomnego i kiepsko opatrzonego Szczerbatka, który był w oddzielnej sieci oraz pełne bezsilnej złości i żalu spojrzenia Czkawki, kiedy wisieli do dołu głowami nad klifami. Gdy tylko sieci wyciągnęły ich na miejsce ukazała się im wyglądająca jak rozgniecione butem jabłko twarz Bestiala, którą blondynka zdążyła dobrze sobie zapamiętać i wcale nie wspominała jej dobrze. Sieci lekko się rozluźniły, ale przyjaciele i tak byli w potrzasku. Otaczała ich horda łupieżców uzbrojonych po zęby i w każdej dłoni trzymających po toporze i tarczy skierowanych w ich stronę. Nie byłoby nawet gdzie uciekać. Widocznie zadowolony z siebie dowódca tej armii zbliżył się powolnym krokiem do Czkawki. Od niechcenia zakręcił toporem w powietrzu tuż przed jego twarzą, co przyprawiło wojowniczkę niemal o atak serca. W ułamku sekundy wyobraziła sobie co łupieżcy mogliby zrobić z jej ukochanym. Odpowiedź brzmi: To samo co z nią. I to właśnie było najbardziej w tym wszystkim irytujące. Blondynka miała głęboko w poważaniu co zrobią z nią ci popaprańce, wyglądający jakby ich rodzice w dzieciństwie karmili z procy, ale głęboko leżało jej na sercu to co zrobią z Czkawką. Ona mogła wycierpieć to wszystko drugi raz, byle jemu nic się nie stało. Bestial pochylił się nad chłopakiem i wyszczerzył żółte zęby w sarkastycznym uśmiechu.
-No, no, no któż to się pojawił. Do pewnych wybitnie ostrożnych osób się przyzwyczailiśmy- tu rzucił mi spojrzenie, przez które miałam ochotę zrobić z jego twarzy smoczy obornik.- Ale ty jesteś niespodzianką. Władca smoków pofatygował się osobiście!-krzyknął do swoich ludzi, po czym znów pochylił się nad rozwścieczonym brunetem- Chociaż po ostatniej wizycie twojej przytulanki zaczynamy mieć wątpliwości kto tu jest Władcą Smoków.
Czkawka spojrzał zaskoczony na Astrid, ale ta tylko wzruszyła ramionami, jakby nie wiedziała o co mu chodzi. Bestial podszedł teraz do niej, na co wódz Berk zacisnął zęby i zaczął szarpać się w sieci z góry skazany na porażkę. Wiking kontynuował pochód jakby nigdy nic i zwrócił swoją wykrzywioną w okropnym uśmiechu gębę w stronę wojowniczki.
-Ach witam panno Astrid. Coś się zmieniło od naszego ostatniego spotkania?-spytał jakby rozmawiał ze starą znajomą.
-Robisz się coraz brzydszy-odparła dziewczyna posyłając mu nienawistne spojrzenie błękitnych oczu.
-A ty coraz bardziej podobna do matki-odszczeknął się.
Astrid zamilkła. Wspomnienie matki wywołało u niej duży ból. Ledwie przypomniała sobie te wszystkie tortury jakim poddawała ją ta kobieta, a już trzęsła się ze strachu nad ich spotkaniem. Nie dała jednak tego po sobie poznać.
-Gdzie oni są?
-Kto?
-Moi...-nie wiedziała jak ma to powiedzieć. Nie zasługiwali na to miano, ale...-rodzice?
-Są na innym statku. Nie martw się na pewno niedługo ich zobaczysz. Zdążyłaś się stęsknić?-kiedy o to pytał zacisnął jedną rękę w pięść i uderzył nią o drugą.
-Jacy rodzice?-wtrącił się Czkawka nie rozumiejąc.
Blondynka zerknęła na niego z przeprosinami.
-Powiem ci potem-szepnęła.
Jak mogła zapomnieć by powiedzieć o tym chłopakowi! Przecież umówili się dawno, że nie będą mieć przed sobą żadnych tajemnic, a teraz ona odstawia taki numer?!
-To on nic nie wie?!-zaśmiał się Bestial i nie czekając na odpowiedź dodał-Dam przyjemność poinformowania go wodzowi. Na pewno go to ucieszy. Idziemy.
Rzucił kilka rozkazów do swoich żołnierzy i już po chwili byli ciągnięci po ziemi. Szczerbatek wciąż nie odzyskał przytomności ale podczas ich rozmowy jeden z łupieżców wyjął strzały i oczyścił rany dzięki czemu nocna furia oddychała teraz głęboko i spokojnie. Z początku Astrid zachodziła w głowę dlaczego tak opiekowali się smokiem, ale w końcu doszła do wniosku, że przecież mieli w tym swój interes. To prawdopodobnie ostatnia nocna furia! Na pewno musiało im zależeć by mieć ją jako żywe trofeum w swojej arenie. Na samą myśl blondynka aż się wzdrygnęła. Spojrzała na Czkawkę, który wyjątkowo uważnie nad czymś myślał. Zapewne jego szare komórki wciąż pracowały nad dziwną sytuacją w której się znaleźli. Całą drogę do statku nie odzywali się. W końcu łupieżcy wypuścili ich z sieci cały czas jednak trzymali ich na muszce za pomocą kusz. Wrzucili Czkawkę do lochu pod pokładem, a Szczerbatka zostawili nieprzytomnego na górze. Dziewczyna też była już sprowadzana pod pokład, ale ujrzała coś jaskrawo czerwonego na niebie. Po chwili zniknęło. W mgnieniu oka domyśliła się co to mogło być. Przecież tylko jeden gatunek smoków umie być niewidzialny na zawołanie. I jest tylko jeden taki smok o tak opalizująco czerwonym odcieniu. Ryzykując dużo krzyknęła.
-Ognioskrzydły!-po czym została natychmiast uciszona mocnym policzkiem wymierzonym przez jej strażnika. O dziwo prawie nie poczuła bólu. Była zbyt przejęta. Miała nadzieję,  że Zmiennoskrzydły usłyszał jej krzyk i zwrócił na nią uwagę. Jeśli tak może zdoła im pomóc! Blondynka szybko została wepchnięta pod pokład. Wylądowała na posadzce obok Czkawki. Chłopak uważnie się jej przyjrzał i zwrócił uwagę na jej zaczerwieniony policzek.
-Co ci się stało?-zaniepokoił się.
-Próbowałam krzyczeć.-odparła.
-Ale po co?
Dziewczyna dwuznacznie spojrzała na strażnika stojącego przy ich celi i wyraźnie nadstawiającego ucha w ich kierunku. Brunet w zrozumieniu kiwnął głową i oparł się plecami o ścianę.
-Poznałaś swoich rodziców?-spytał, na co wojowniczka wzdrygnęła się.
Oparła się jednak obok niego i zaczęła mówić.
-Tak. Czkawka, przepraszam, że ci nie powiedziałam ale po prostu nie umiałam. Bałam się, że...-zająknęła się- ,że przestaniesz mi ufać.
Wódz spojrzał na nią zaskoczony i objął ją w pasie przyciskając ją do siebie.
-Nigdy nie przestanę ci ufać.
-Bo jeszcze tego nie wiesz-mruknęła.
-A więc powiedz mi -zażądał wbijając w nią uparte spojrzenie jarzących się zielenią oczu.
-Nie odpuścisz co?-zapytała na co brunet pokręcił głową. Spuściła wzrok.
-Kto jest twoim ojcem?
Ach, czyli zaczynamy od tego bardziej znanego, pomyślała i bardzo cicho odpowiedziała.
-Albrecht.
-Kto?- nie dosłyszał Czkawka.
-Albrecht Perfidny-powtórzyła, tym razem głośniej.-A matka to Marion Perfidna.
O dziwo chłopak kiwnął głową ze spokojem, choć widać było, że jest trochę zaskoczony. W końcu nie co dzień przychodzi mu dowiadywać się, że jego dziewczyna jest córką jego śmiertelnego wroga.
-Od jak dawna to wiesz?-spytał cicho.
-Odkąd trafiłam na wyspę Łupieżców-równie cicho odpowiedziała mu Astrid wpatrując się w niego z uwagą.-Jesteś bardzo zły?
Brunet swoim kolejnym gestem wprawił ją w niemały szok. Wiking jakby nigdy nic uśmiechnął się i uniósł dłoń by dotknąć jej policzka.
-Mam być zły na ciebie? Nie da się. Wiesz co jest najważniejsze?
-Co?
-To, że jesteśmy razem.
Blondynka odwzajemniła uśmiech i tak o to po raz pierwszy w historii w lochach łupieżców, gdzie wiele ludzi wylało wiele łez, ktoś roześmiał się śmiechem samej radości i ulgi. Śmiechem jaki mogła wykrzesać z siebie tylko osoba, która w przeciwieństwie do porywaczy, wie co to prawdziwa miłość.


Kora i Ian nie wiedzieli co robić.
-To na pewno to drzewo?-wypytywał ciemnowłosy wpatrując się w dziurę w której kiedyś tkwiła strzała.
-Na pewno-potwierdziła Kora.-Ale co może oznaczać to, że zniknęła?
-Albo ktoś robi nam głupie żarty, albo ktoś nas śledzi. I robi to przerażająco dobrze.
-Dlaczego Czkawka musiał akurat teraz wyjechać?!-warknęła wojowniczka.
Wiking poczuł się urażony tym w jaki sposób jego ukochana to powiedziała. Zabrzmiało to tak jakby Czkawka Haddock był lekarstwem na wszystko. Owszem Ian bardzo go lubił i się z nim przyjaźnił, ale nie zmieniało to faktu, że poczuł się w tamtym momencie gorszy od prawowitego wodza Berk. Rudowłosa widząc jego urażoną minę położyła mu delikatną rękę na ramieniu i westchnęła.
-Oj wiesz o co mi chodzi. Po prostu denerwuje mnie, że jesteśmy z tym sami. Nie twierdzę, że radzisz sobie gorzej od niego.
Chłopak wywrócił oczami i zgarnął topór wojowniczki z ziemi, gdzie wcześniej go upuściła. Bez słowa jej go podał. Dziewczyna wywróciła oczami i zastąpiła mu drogę, kiedy zaczął się oddalać.
-Z chłopakami, jest gorzej niż ze smokami. Raz urazisz kruche poczucie własnej wartości i już obrażony-wykrzywiła się ironicznie, po czym zbliżyła się do wojownika, by go pocałować. Ten natomiast uchylił się przed tym, podnosząc coś z ziemi.
-Serio?-spytała Kora wywracając oczami.
-Tak-odparł Ian, przyciągając ją do siebie i całując jej malinowe wargi. Nie mogli jednak poświęcić sobie nawzajem tyle uwagi ile by chcieli, ponieważ trzeba było niezwłocznie zawiadomić całą wioskę o tym zajściu. Wsiedli na Chmurę i z prędkością na jaką mogła sobie pozwolić przedstawicielka Gronkli polecieli pod twierdze. Ian nie mógł się nadziwić dlaczego ze wszystkich ras smoków bardziej pasujących charakterem i sprawnością do jego ukochanej, ta wybrała właśnie Chmurę. Z drugiej strony też rozumiał Korę i to, że nie zamieniłaby smoczycy nawet na drugą nocną furię, którą nawiasem mówiąc fajnie byłoby znaleźć. Rudowłosa dziewczyna zeskoczyła ze smoka z równą sprawnością co jej ukochany. Ogniomiot siedział przy wejściu do Twierdzy ale gdy zobaczył swojego pana podniósł się i podbiegł. Ian poklepał go po prawym skrzydle i wbiegł po schodach. Obrócił się do mieszkańców wpatrujących się w niego z ciekawością. Chłopak nigdy nie przemawiał do tak dużej grupy osób. Zwykle sam słuchał takich przemówień w wykonaniu Albrechta, Bestiala lub choćby samego Czkawki gdy już przybył na Berk. Ale teraz sam musiał coś powiedzieć co go przerażało. Kora chyba zobaczyła niepewność wikinga bo podeszła i położyła mu rękę na ramieniu i uśmiechnęła się. Ciemnowłosy wziął głęboki oddech i zaczął mówić donośnym głosem tak, aby wszyscy mogli go usłyszeć. Opowiedział o zajściu z Korą i zapytał.
-Czy ktoś z was był świadkiem podobnego zdarzenia w dniu dzisiejszym lub wcześniej?
Tłum ludzi spojrzał po sobie. Wszyscy kręcili głowami nie dowierzając o co może chodzić. W końcu Rondel, brat Johana Kupczego podniósł wzrok i zaczął mówić.
-Kiedy przechodziłem obok portu zauważyłem jakąś małą łódkę daleko od plaży Thora. Chciałem tam podejść, ale w końcu coś mnie odciągnęło. Nie wiem, może to był ktoś stąd, ale może to właśnie ten który zaatakował dziewczynę-wskazał palcem na Korę.
-Dlaczego nikogo nie zapytałeś ani nie powiadomiłeś o zajściu?-spytał Ian z nutą gniewu w głosie.
Starszy wiking spuścił głowę, a na jego policzki wystąpił rumieniec. Odpowiedział zastępcy wodza ze wstydem.
-Jak wspominałem, coś mnie odciągnęło. Chciałem kogoś powiadomić, przysięgam na święte kapcie mojej mamusi. Tyle, że zrobiłbym to później....
Nikt nie zdążył choćby się poruszyć, gdy w powietrze wymknęła kolejna strzała, wycelowana dokładnie w Iana. Czarny pocisk zrobiłby z niego szaszłyk, gdyby nie (niech ją Odyn błogosławi) Kora, która szybciej od strzały popchnęła ciemnowłosego. Ktoś krzyknął, gdy ciemny pocisk wbił się w ziemię tuż koło jego stopy. Wszyscy zwrócili się w kierunku z którego nadleciała strzała. Obok kuźni Pyskacza skulony siedział wojownik w zbroi łupieżcy ściskający łuk. Obok niego kucali już inni, również z łukami i pełnymi kołczanami ciemnych strzał. Za nimi rosły już ciężkozbrojne odziały wroga, które przybywały z niewidocznej kryjówki łupieżców na wyspie. Po chwili ciszy, w stronę nieuzbrojonych i zaskoczonych Wandali zaczęły mknąć kolejne pociski, które miały za zadanie trafić swój cel z dokładnością godną samego Thora.

                     .
A więc jest tak jak obiecałam w środę.
Znaczną część miałam napisaną już wczoraj, ale dopiero dzisiaj udało mi się dokończyć. Chcę bardzo podziękować Smile, Amerze, Nieznajomej, Fierygirl i Kindze za to, że mnie komentują, Naprawdę dziękuję wam bardzo dziewczyny. Jesteście super, a wasze komentarze mnie podbudowują i gonie z rozdziałami jak szalona czego inaczej zapewne bym nie robiła ;). Dziękuję też tym którzy nie komentują ale czytają. Za każdym razem jak patrzę na liczbę wyświetleń jestem happy, że dalej chce się komukolwiek to czytać. <3
A więc do nna, który pojawi się prawdopodobnież tak jak zawsze czyli ok. piątku, soboty ;)
~Pass

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz