-No, no, no któż to się pojawił. Do pewnych wybitnie ostrożnych osób się przyzwyczailiśmy- tu rzucił mi spojrzenie, przez które miałam ochotę zrobić z jego twarzy smoczy obornik.- Ale ty jesteś niespodzianką. Władca smoków pofatygował się osobiście!-krzyknął do swoich ludzi, po czym znów pochylił się nad rozwścieczonym brunetem- Chociaż po ostatniej wizycie twojej przytulanki zaczynamy mieć wątpliwości kto tu jest Władcą Smoków.
Czkawka spojrzał zaskoczony na Astrid, ale ta tylko wzruszyła ramionami, jakby nie wiedziała o co mu chodzi. Bestial podszedł teraz do niej, na co wódz Berk zacisnął zęby i zaczął szarpać się w sieci z góry skazany na porażkę. Wiking kontynuował pochód jakby nigdy nic i zwrócił swoją wykrzywioną w okropnym uśmiechu gębę w stronę wojowniczki.
-Ach witam panno Astrid. Coś się zmieniło od naszego ostatniego spotkania?-spytał jakby rozmawiał ze starą znajomą.
-Robisz się coraz brzydszy-odparła dziewczyna posyłając mu nienawistne spojrzenie błękitnych oczu.
-A ty coraz bardziej podobna do matki-odszczeknął się.
Astrid zamilkła. Wspomnienie matki wywołało u niej duży ból. Ledwie przypomniała sobie te wszystkie tortury jakim poddawała ją ta kobieta, a już trzęsła się ze strachu nad ich spotkaniem. Nie dała jednak tego po sobie poznać.
-Gdzie oni są?
-Kto?
-Moi...-nie wiedziała jak ma to powiedzieć. Nie zasługiwali na to miano, ale...-rodzice?
-Są na innym statku. Nie martw się na pewno niedługo ich zobaczysz. Zdążyłaś się stęsknić?-kiedy o to pytał zacisnął jedną rękę w pięść i uderzył nią o drugą.
-Jacy rodzice?-wtrącił się Czkawka nie rozumiejąc.
Blondynka zerknęła na niego z przeprosinami.
-Powiem ci potem-szepnęła.
Jak mogła zapomnieć by powiedzieć o tym chłopakowi! Przecież umówili się dawno, że nie będą mieć przed sobą żadnych tajemnic, a teraz ona odstawia taki numer?!
-To on nic nie wie?!-zaśmiał się Bestial i nie czekając na odpowiedź dodał-Dam przyjemność poinformowania go wodzowi. Na pewno go to ucieszy. Idziemy.
Rzucił kilka rozkazów do swoich żołnierzy i już po chwili byli ciągnięci po ziemi. Szczerbatek wciąż nie odzyskał przytomności ale podczas ich rozmowy jeden z łupieżców wyjął strzały i oczyścił rany dzięki czemu nocna furia oddychała teraz głęboko i spokojnie. Z początku Astrid zachodziła w głowę dlaczego tak opiekowali się smokiem, ale w końcu doszła do wniosku, że przecież mieli w tym swój interes. To prawdopodobnie ostatnia nocna furia! Na pewno musiało im zależeć by mieć ją jako żywe trofeum w swojej arenie. Na samą myśl blondynka aż się wzdrygnęła. Spojrzała na Czkawkę, który wyjątkowo uważnie nad czymś myślał. Zapewne jego szare komórki wciąż pracowały nad dziwną sytuacją w której się znaleźli. Całą drogę do statku nie odzywali się. W końcu łupieżcy wypuścili ich z sieci cały czas jednak trzymali ich na muszce za pomocą kusz. Wrzucili Czkawkę do lochu pod pokładem, a Szczerbatka zostawili nieprzytomnego na górze. Dziewczyna też była już sprowadzana pod pokład, ale ujrzała coś jaskrawo czerwonego na niebie. Po chwili zniknęło. W mgnieniu oka domyśliła się co to mogło być. Przecież tylko jeden gatunek smoków umie być niewidzialny na zawołanie. I jest tylko jeden taki smok o tak opalizująco czerwonym odcieniu. Ryzykując dużo krzyknęła.
-Ognioskrzydły!-po czym została natychmiast uciszona mocnym policzkiem wymierzonym przez jej strażnika. O dziwo prawie nie poczuła bólu. Była zbyt przejęta. Miała nadzieję, że Zmiennoskrzydły usłyszał jej krzyk i zwrócił na nią uwagę. Jeśli tak może zdoła im pomóc! Blondynka szybko została wepchnięta pod pokład. Wylądowała na posadzce obok Czkawki. Chłopak uważnie się jej przyjrzał i zwrócił uwagę na jej zaczerwieniony policzek.
-Co ci się stało?-zaniepokoił się.
-Próbowałam krzyczeć.-odparła.
-Ale po co?
Dziewczyna dwuznacznie spojrzała na strażnika stojącego przy ich celi i wyraźnie nadstawiającego ucha w ich kierunku. Brunet w zrozumieniu kiwnął głową i oparł się plecami o ścianę.
-Poznałaś swoich rodziców?-spytał, na co wojowniczka wzdrygnęła się.
Oparła się jednak obok niego i zaczęła mówić.
-Tak. Czkawka, przepraszam, że ci nie powiedziałam ale po prostu nie umiałam. Bałam się, że...-zająknęła się- ,że przestaniesz mi ufać.
Wódz spojrzał na nią zaskoczony i objął ją w pasie przyciskając ją do siebie.
-Nigdy nie przestanę ci ufać.
-Bo jeszcze tego nie wiesz-mruknęła.
-A więc powiedz mi -zażądał wbijając w nią uparte spojrzenie jarzących się zielenią oczu.
-Nie odpuścisz co?-zapytała na co brunet pokręcił głową. Spuściła wzrok.
-Kto jest twoim ojcem?
Ach, czyli zaczynamy od tego bardziej znanego, pomyślała i bardzo cicho odpowiedziała.
-Albrecht.
-Kto?- nie dosłyszał Czkawka.
-Albrecht Perfidny-powtórzyła, tym razem głośniej.-A matka to Marion Perfidna.
O dziwo chłopak kiwnął głową ze spokojem, choć widać było, że jest trochę zaskoczony. W końcu nie co dzień przychodzi mu dowiadywać się, że jego dziewczyna jest córką jego śmiertelnego wroga.
-Od jak dawna to wiesz?-spytał cicho.
-Odkąd trafiłam na wyspę Łupieżców-równie cicho odpowiedziała mu Astrid wpatrując się w niego z uwagą.-Jesteś bardzo zły?
Brunet swoim kolejnym gestem wprawił ją w niemały szok. Wiking jakby nigdy nic uśmiechnął się i uniósł dłoń by dotknąć jej policzka.
-Mam być zły na ciebie? Nie da się. Wiesz co jest najważniejsze?
-Co?
-To, że jesteśmy razem.
Blondynka odwzajemniła uśmiech i tak o to po raz pierwszy w historii w lochach łupieżców, gdzie wiele ludzi wylało wiele łez, ktoś roześmiał się śmiechem samej radości i ulgi. Śmiechem jaki mogła wykrzesać z siebie tylko osoba, która w przeciwieństwie do porywaczy, wie co to prawdziwa miłość.
Kora i Ian nie wiedzieli co robić.
-To na pewno to drzewo?-wypytywał ciemnowłosy wpatrując się w dziurę w której kiedyś tkwiła strzała.
-Na pewno-potwierdziła Kora.-Ale co może oznaczać to, że zniknęła?
-Albo ktoś robi nam głupie żarty, albo ktoś nas śledzi. I robi to przerażająco dobrze.
-Dlaczego Czkawka musiał akurat teraz wyjechać?!-warknęła wojowniczka.
Wiking poczuł się urażony tym w jaki sposób jego ukochana to powiedziała. Zabrzmiało to tak jakby Czkawka Haddock był lekarstwem na wszystko. Owszem Ian bardzo go lubił i się z nim przyjaźnił, ale nie zmieniało to faktu, że poczuł się w tamtym momencie gorszy od prawowitego wodza Berk. Rudowłosa widząc jego urażoną minę położyła mu delikatną rękę na ramieniu i westchnęła.
-Oj wiesz o co mi chodzi. Po prostu denerwuje mnie, że jesteśmy z tym sami. Nie twierdzę, że radzisz sobie gorzej od niego.
Chłopak wywrócił oczami i zgarnął topór wojowniczki z ziemi, gdzie wcześniej go upuściła. Bez słowa jej go podał. Dziewczyna wywróciła oczami i zastąpiła mu drogę, kiedy zaczął się oddalać.
-Z chłopakami, jest gorzej niż ze smokami. Raz urazisz kruche poczucie własnej wartości i już obrażony-wykrzywiła się ironicznie, po czym zbliżyła się do wojownika, by go pocałować. Ten natomiast uchylił się przed tym, podnosząc coś z ziemi.
-Serio?-spytała Kora wywracając oczami.
-Tak-odparł Ian, przyciągając ją do siebie i całując jej malinowe wargi. Nie mogli jednak poświęcić sobie nawzajem tyle uwagi ile by chcieli, ponieważ trzeba było niezwłocznie zawiadomić całą wioskę o tym zajściu. Wsiedli na Chmurę i z prędkością na jaką mogła sobie pozwolić przedstawicielka Gronkli polecieli pod twierdze. Ian nie mógł się nadziwić dlaczego ze wszystkich ras smoków bardziej pasujących charakterem i sprawnością do jego ukochanej, ta wybrała właśnie Chmurę. Z drugiej strony też rozumiał Korę i to, że nie zamieniłaby smoczycy nawet na drugą nocną furię, którą nawiasem mówiąc fajnie byłoby znaleźć. Rudowłosa dziewczyna zeskoczyła ze smoka z równą sprawnością co jej ukochany. Ogniomiot siedział przy wejściu do Twierdzy ale gdy zobaczył swojego pana podniósł się i podbiegł. Ian poklepał go po prawym skrzydle i wbiegł po schodach. Obrócił się do mieszkańców wpatrujących się w niego z ciekawością. Chłopak nigdy nie przemawiał do tak dużej grupy osób. Zwykle sam słuchał takich przemówień w wykonaniu Albrechta, Bestiala lub choćby samego Czkawki gdy już przybył na Berk. Ale teraz sam musiał coś powiedzieć co go przerażało. Kora chyba zobaczyła niepewność wikinga bo podeszła i położyła mu rękę na ramieniu i uśmiechnęła się. Ciemnowłosy wziął głęboki oddech i zaczął mówić donośnym głosem tak, aby wszyscy mogli go usłyszeć. Opowiedział o zajściu z Korą i zapytał.
-Czy ktoś z was był świadkiem podobnego zdarzenia w dniu dzisiejszym lub wcześniej?
Tłum ludzi spojrzał po sobie. Wszyscy kręcili głowami nie dowierzając o co może chodzić. W końcu Rondel, brat Johana Kupczego podniósł wzrok i zaczął mówić.
-Kiedy przechodziłem obok portu zauważyłem jakąś małą łódkę daleko od plaży Thora. Chciałem tam podejść, ale w końcu coś mnie odciągnęło. Nie wiem, może to był ktoś stąd, ale może to właśnie ten który zaatakował dziewczynę-wskazał palcem na Korę.
-Dlaczego nikogo nie zapytałeś ani nie powiadomiłeś o zajściu?-spytał Ian z nutą gniewu w głosie.
Starszy wiking spuścił głowę, a na jego policzki wystąpił rumieniec. Odpowiedział zastępcy wodza ze wstydem.
-Jak wspominałem, coś mnie odciągnęło. Chciałem kogoś powiadomić, przysięgam na święte kapcie mojej mamusi. Tyle, że zrobiłbym to później....
Nikt nie zdążył choćby się poruszyć, gdy w powietrze wymknęła kolejna strzała, wycelowana dokładnie w Iana. Czarny pocisk zrobiłby z niego szaszłyk, gdyby nie (niech ją Odyn błogosławi) Kora, która szybciej od strzały popchnęła ciemnowłosego. Ktoś krzyknął, gdy ciemny pocisk wbił się w ziemię tuż koło jego stopy. Wszyscy zwrócili się w kierunku z którego nadleciała strzała. Obok kuźni Pyskacza skulony siedział wojownik w zbroi łupieżcy ściskający łuk. Obok niego kucali już inni, również z łukami i pełnymi kołczanami ciemnych strzał. Za nimi rosły już ciężkozbrojne odziały wroga, które przybywały z niewidocznej kryjówki łupieżców na wyspie. Po chwili ciszy, w stronę nieuzbrojonych i zaskoczonych Wandali zaczęły mknąć kolejne pociski, które miały za zadanie trafić swój cel z dokładnością godną samego Thora.
.
A więc jest tak jak obiecałam w środę.
Znaczną część miałam napisaną już wczoraj, ale dopiero dzisiaj udało mi się dokończyć. Chcę bardzo podziękować Smile, Amerze, Nieznajomej, Fierygirl i Kindze za to, że mnie komentują, Naprawdę dziękuję wam bardzo dziewczyny. Jesteście super, a wasze komentarze mnie podbudowują i gonie z rozdziałami jak szalona czego inaczej zapewne bym nie robiła ;). Dziękuję też tym którzy nie komentują ale czytają. Za każdym razem jak patrzę na liczbę wyświetleń jestem happy, że dalej chce się komukolwiek to czytać. <3
A więc do nna, który pojawi się prawdopodobnież tak jak zawsze czyli ok. piątku, soboty ;)
~Pass
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz